Z rana, jak codziennie zresztą, przemierzam sobie spokojnie dystans 50 m dzielący mój dom od mojego biurka i ... ale wkoło jest ... pusto?! gdzie są ludzie, gdzie są robotnicy. Nie mówię więc po raz setny "ola, buenas dias, bom dia" - dzien dobry to tylko do siebie, pod nosem. Nie macham na powitanie reką na powitanie wszystkich wkoło, z którymi wprost nie mogę porozmawiać. W biurze też nie ma prawie nikogo. Co się dzieje?!
W grudniu odbędą się wybory prezydenckie, więc jesteśmy w gorącym okresie kampanii wyborczej - kogo?! jedynego i słusznego prezydenta. W ramach spotkania z wyborcami prezydent podróżuje po kraju, a dzisiaj odwiedza pobliski Evinayong. Z tej okazji wszyscy nasi pracownicy (około 300) muszą być dowiezieni naszymi (firmowymi) samochodami na spotkanie z wybrańcem. Muszą tam być, żeby nie powtórzyła się sytuacja z poprzednich wyborów - 7 osób stąd nie głosowało na miłościwie nam panującego (tfu! karygodne, jak mogli tak postapić). Już w zeszły piątek, podczas rozdawania wypłaty, zostali upomnieni przez lokalną władzę, że taki wybryk nie może się powtórzyć.
Mnie też kampania nie pominęła. Parę tygodni wcześniej musiałam odwiedzić komisariat policji w Evinayong. Nie tylko ja, my wszyscy obcokrajowcy poddani zostalismy spisowi powszechnemu - kolejna kartoteka: zdjęcie, imiona rodziców, stan cywilny oraz bardzo pupularny tutaj odcisk palca no i najważniejsze ... kasa!!!. Za każdego z nas firma musiała zapłacić 25.000 Fr CFA (~36€).
A tak wygląda miłościwie nam panujący. Zdjęcia jego można spotkać wszędzie dookoła - sklepy, biura, hotele, nawet tutaj, sprzed wejścia do biura spogląda na nas.
Welcome to Africa. Once president, president for life!
OdpowiedzUsuń(Está em África. Uma vez presidente, é para a vida)
Witaj, patrz jak masz dobrze. Nie musisz zastanawiać się ten, czy ten. Wszystko proste, ciemne - a u nas i deszcz i snieg i krety buszują, jakby wiosna miała być. Pozdrawiam. Ludwika
OdpowiedzUsuńEl Presidente - nie ma to tamto ;)
OdpowiedzUsuń