piątek, 18 grudnia 2009

W drodze

Święta, świeta. Tylko jakoś nastrój taki nie świąteczny, bo jak tu wczuć się, gdy temperatury za oknem po 30 stopni, na plusie. W Gwieni zaczyna się lato, gdy tu przybyłam kończyła się tutejsza zima.
W Wigilię minie dokładnie pół roku jak wyjechałam z Polski. Minęło jak mrugnięcie powieką. Pół roku wśród obcych mi ludzi, w obcym mi jęzku, na obcym kontynencie. Dałam radę.
Wesołych i spokojnych Świąt dla wszystkich!!!! Do zobaczenia w Polsce.

piątek, 4 grudnia 2009

Koledzy

Pewnego dnia Gringo przyprowadził swojego młodszego kolegę. Młody jest dziki i boi się ludzi. Chowa się po kątach, pod samochodem i zadomowił się pod naszym domkiem.
Jak to szczeniak, jak już mu damy czym żołądek zapełnić, zaczyna psocić i dokuczać Gringo. Na szczęście Gringo też lubi zabawę.
Mam nadzieję, że do naszego wyjazdu uda nam się podtuczyć małego.

Na końcu ulubione pozy Gringo - wpatrywanie się w drzwi. Jak to nie skutkuje to okno obok zostaje zaatakowane - podrapane i poślinione.

środa, 2 grudnia 2009

Wybory prezydenckie

W minioną niedziele odbyły się wybory prezydenckie w Gwinei Równikowej. Czy ktoś wspomniał o tym w polskich Wiadomościach? a może w portugalskich?? Nie sądzę. Ja znalazłam tylko krótki artykuł tutaj.


To były już piąte "wolne wybory" od "uzyskania niepodległości" w 1979 roku. Czym się różniły od poprzednich? Śmiało mogę powiedzieć, że pewnie nie, choć jeszcze rok temu nie bardzo wiedziałam, że istnieje i gdzie leży Gwinea Równikowa. A nie, jest jeden drobny szczegół - procent głosów, ale zapewne nie będzie on niższy niż 95%. Oficjalne ogłoszenie wyników w 7 grudnia.

Wybory prezydenckie Miejsce Procent głosów Liczba głosów Uwagi
Referendum 1982 1 95,38% 139 777 jedyny kandydat w referendum konstytucyjnym
Wybory 1989 1 99,96%
jedyny kandydat w wyborach prezydenckich
Wybory 1996 1 97,85%
bojkot opozycji
Wybory 2002 1 97,1%
bojkot opozycji

Źródło: Wkikipedia http://pl.wikipedia.org/wiki/Teodoro_Obiang_Nguema_Mbasogo

Kto więc zatem wygrał wybory? Miłościwie nam panujący Teodoro Obiang Nguema Mbasogo. No cóż ... Zainteresowanych wyżej wymienionych odsyłam tutaj do zapoznania się z jego barwnym, głownie naznaczonym czerwonym kolorem, życiem.

Chciałabym skorzystać z okazji i podzielić się z Wami z tego co tu zaobserwowałam w ciągu kampanii wyborczej i samego dnia wyborów.

Że odbędą się w kraju wybory trudno było nie zauważyć nawet naszym podwórku. Miesiąc temu, w dzień wypłaty, wszyscy zostali zebrani do kupy i pouczeni odnośnie zbliżającego się dnia wyborów. Zwłaszcza, że podczas ostatniej elekcji, zdarzyło się, że ktoś nie głosował tak jak należy. Nie odbyło się przy tym bez krzyków, chóralnych przytakiwań i innych objawów radości. Potem kilka krotnie nasi pracownicy musieli być zawiezieni do pobliskich miejscowości na różne wiece przedwyborcze. Dla większej pewności i świadomości elektoratu, wiece też "przyszły" do nas na bazę. Przyjechało paru oficjeli, zebrali wszystkich (około 100), ustawili w dwuszeregu i zaczęli przemawiać, rozdawać koszulki i inne gadżety (które też dostałam, sfotografuje i zamieszczę, obiecuję) Nie muszę oczywiście nadmieniać, że to odbywało się w godzinach pracy i raczej było zaskoczeniem dla samego pracodawcy. Parę razy też się zdarzało, że zajechały do nas na patio samochody z piskiem opon, migające jak lampki na choince (taka moda, żeby jeździć na światłach ostrzegawczych), trąbiące wniebogłosy, z tłumem ludzi pędzących za nimi ... i zbierających rozrzucane rzeczy, takie jak koszulki z wizerunkiem tego jedynego, materiał na sukienkę dla żony - z wizerunkiem tego jedynego, znaczki i inne niezidentyfikowane przedmioty.

Załatwienie jakieś sprawy w urzędzie w okresie kampanii jest niemożliwe, wszyscy są zaangażowani. Pod koniec października nasze paszporty pojechały do Baty, żeby dostać wizy na wyjazd grudniowy ... do dnia dzisiejszego nie powróciły ... wybory.

Kolega przyjechał do Gwienii pod koniec września, czeka na kartę rezydenta, bez której nie może się nigdzie ruszyć, jeszcze się nie doczekał ... wybory.

Z relacji Pedro, co tydzień przed dniem 0 był w Bacie, dowiedziałam się, że jednego dnia pojawiły się plakaty opozycji w nawiązujące do wolnych wyborów - dzień później były one zrywane przez dzieci w asyście milicji. Niestety zdjęć nie posiadam, a zrobienie pewnie groziłoby nielichymi konsekwencjami...

Z pobliskiej wioski Mbam, już w piątek przed wyborami, zostali aresztowani niewygodni obywatele...

Nadszedł weekend wyborczy. Akurat ten weekend nie musieliśmy pracować, zwykle ostatni weekend w miesiącu mamy wolny i można pojechać do cywilizacji ... No ale nie tym razem.

Pracować, nie pracowaliśmy - bo nie można było (przeddzień wyborów), pojechać do Baty nie mogliśmy - przeddzień wyborów, pojechać gdziekolwiek nie mogliśmy - bo dzień przed wyborami, w dniu i dzień po obowiązywał zakaz poruszania się środkami zmechanizowanymi, pracowania i pewnie jeszcze parę innych.

......

Z ostatniej chwili... wyczytałam na oficjalnej stronie Gwinei Równikowej, tutaj link że prezydent zdobył 95,2%. Tylko??

CDN

czwartek, 26 listopada 2009

Gringo

Oto Gringo.
Wiek: parę miesięcy.
Cechy szczególne: cały czas chce się bawić i .... jeść!!! hihi



wtorek, 24 listopada 2009

Motylki

Właśnie sobie uświadomiłam, że już prawie 4 tygodnie siedzę na bazie i nie ruszam się stąd, dobrowolne więzienie. Wpływa to znacząco na moją blogową twórczość, bo żadne świeże myśli do głowy nie wpadają. Na szczęście inne osobniki czasami nawiedzają moją przestrzeń życiową tutaj i mogę się z Wami tym podzielić.

czwartek, 5 listopada 2009

Z rana, jak codziennie zresztą, przemierzam sobie spokojnie dystans 50 m dzielący mój dom od mojego biurka i ... ale wkoło jest ... pusto?! gdzie są ludzie, gdzie są robotnicy. Nie mówię więc po raz setny "ola, buenas dias, bom dia" - dzien dobry to tylko do siebie, pod nosem. Nie macham na powitanie reką na powitanie wszystkich wkoło, z którymi wprost nie mogę porozmawiać. W biurze też nie ma prawie nikogo. Co się dzieje?!

W grudniu odbędą się wybory prezydenckie, więc jesteśmy w gorącym okresie kampanii wyborczej - kogo?! jedynego i słusznego prezydenta. W ramach spotkania z wyborcami prezydent podróżuje po kraju, a dzisiaj odwiedza pobliski Evinayong. Z tej okazji wszyscy nasi pracownicy (około 300) muszą być dowiezieni naszymi (firmowymi) samochodami na spotkanie z wybrańcem. Muszą tam być, żeby nie powtórzyła się sytuacja z poprzednich wyborów - 7 osób stąd nie głosowało na miłościwie nam panującego (tfu! karygodne, jak mogli tak postapić). Już w zeszły piątek, podczas rozdawania wypłaty, zostali upomnieni przez lokalną władzę, że taki wybryk nie może się powtórzyć.

Mnie też kampania nie pominęła. Parę tygodni wcześniej musiałam odwiedzić komisariat policji w Evinayong. Nie tylko ja, my wszyscy obcokrajowcy poddani zostalismy spisowi powszechnemu - kolejna kartoteka: zdjęcie, imiona rodziców, stan cywilny oraz bardzo pupularny tutaj odcisk palca no i najważniejsze ... kasa!!!. Za każdego z nas firma musiała zapłacić 25.000 Fr CFA (~36€).

A tak wygląda miłościwie nam panujący. Zdjęcia jego można spotkać wszędzie dookoła - sklepy, biura, hotele, nawet tutaj, sprzed wejścia do biura spogląda na nas.

poniedziałek, 2 listopada 2009

ten od Adama, Ewy i jabłka

Wracając w sobotę z zakupów w Bata, ten oto gad przebiegł nam przez drogę.

Nocą w Gwinei panują egipskie ciemności, więc zdjęcia nie są najlepszej jakości. Zwlaszcza, że nie było chętnego na wyjście z samochodu i zrobienie zdjęć z bliska.
Nocą na drodze można spotkać mnóstwo zwierząt; wychodzą na ciepły piasek albo niektórym farciarzom udaje sie znaleźć luksusowo ciepły asfalt).

piątek, 30 października 2009

Deszcze równikowe

... ciągle pada ... pada bez opamietania, bez ostrzeżenia. Jak już pada deszcz to pada w ilościach niewyobrażalnych jakby miało przez następne 100 lat nie padać, a przecież za godzinę znowu nas zmoczy. Dzięki temu zielony las wkoło robi się jeszcze bardziej zielony, czerwona pylista droga zamienia się w czerwoną bagienno kremową rzekę.

Gwinea z górnej perspektywy

Wracając z wakacji udało mi się zobaczyć ląd gwinejski z lotu ptaka.
Jednym słowem - ale wkoło jest zielono :))

wtorek, 20 października 2009

Powroty

Ale ten czas leci, a nawet gna niesamowice. Dopiero co szykowalam się na urlop do Portugali, a tu nie dość, że już po urlopie, to już tydzień siedzę przy biurku w Gwinei. Nawet nie wiem kiedy to minęło. Są i plusy – coraz bliżej do wyjazdu do Polski :)
Urlop minął niepostrzeżenie. W pierwszym tygodniu jeździliśmy po południowej Portugalii na motorze, drugi spędziliśmy z rodziną Sergia. Oczywiscie i lody i herbatka byla :) i duzo dobrych ryb i jedzonka pysznego ... wiec teraz silownia konieczna, zeby zrzucic te kilogramy.

A teraz powrót do szarej (tu chyba pasuje bardziej zielonej) rzeczywistości.

sobota, 26 września 2009

Portugalia

Po ponad 48 godzinnej podróży jesteśmy już w cywilizacji. Spożycie 3 gałkowych lodów już się odbyło na lotnisku w Lizbonie. Herbata pewnie jutro :) Nawet nie spodziewałam się jak bardzo mi brakowało naszego europejskiego klimatu. Fajnie tu być.
Najnowsze odkrycie to .... schody. Na lotnisku we Fankurcie schodząc!!!!! po schodach 2 piętra, nogi najzwyczajniej w świecie mnie bolały, głupia rzecz, ale odzwyczaiłam się od używania schodów, hehehe :) kto by pomyślał!!!!!

czwartek, 24 września 2009

Radio Euro "oto foto"

Dzisiaj na audio portalu Polskiego Radio Euro, w audycji Czwarty Wymiar ukazał się mój rysunkowy pomysł do codziennego rebusu "oto foto". Oto link. Ale fajnie. A czy ktoś zna rozwiązanie tego rebusu? :)

środa, 23 września 2009

Mbini cd.

A oto proste wyjaśnienie, dlaczego nie trafiliśmy do Mbini od razu. Jedyną sensowną mapą, jaką posiadamy, jest mapa ścienna w biurze, lekko przedawniona. Odnalezienie w internecie jakieś aktualnej mapy jest w praktyce niemożliwe.
Na różowo droga, którą chcieliśmy jechać do Mbini, a na fioletowo, którą faktycznie tam dojechaliśmy. Mała pomyłka :) a kaskady, które widzieliśmy po drodze, to było zwężenie rzeki.
Jak widać odległości w Afryce nie grają roli.

Mbini

Jednej niedzieli, około dwa tygodnie temu, postanowiliśmy zobaczyć coś nowego w Gwinei Równikowej. Padło na Mbini. Niedaleko Baty, na mapie jest zaznaczone większa kropką, warto pojechać. Poza tym znajduje się na liście „co warto zabaczyć”, którą zamieściłam jakiś czas temu.
Pojechaliśy więc w sobotę po pracy do Baty. Zameldowalismy się w Hotelu La Paz (po godzinnej tułaczce po okolicy w ciemnościach probując ustalić gdzie to się on znajduje). W Hotelu już raz byliśmy – pierwsza nasza noc na afrykańskim kontynencie. Jest to najlepszy hotel jaki tu widziałam, choć w Polsce pewnie dostałby z jedną, no może dwie gwiazdki. Cena za nocleg ze śniadaniem to kwota 60.000 FrCfa (około 90 Euro), więc dosyć wygórowana.
Meldując się do hotelu trzeba wypisać kartę meldunkową, dość szczegółową. Oprócz standardowych pozycji jak imię i nazwisko, numer paszportu, narodowość zawiera także datę urodzenia, wykształcenie, kiedy przyjechało się do Gwinei, po co, z kim, na jak długo i ... numer telefonu. I to pojawił sie problem, bo my nie mamy komórki tutaj, a Sergia firmowy telefon nie ma tu zasięgu. „Jak to nie macie, każdy ma. To jak my się z wami skontaktujemy”. Po nieco dłuższej wymianie zdań, pan w recepcji odpuścił nam, ale z jego miny wyczytać można było lekkie niedowierzanie.
Rano, około 9ej wyjechaliśmy w poszukiwaniu Mbini. Po około 10 minutach już się zgubiliśmy. Nie trudno o to, gdy po pierwsze podróżuje się bez mapy, po drugie oznakowanie terenu pozostawia więcej niż wiele do życzenia, po trzecie wymówienie „Mbini” nie jest łatwe, ale też nie wydaje się zbytnio skomlikowane, a wszystkie nasze konwersacje z tubylcami wyglądały mniej więcej tak: „Przepraszam, która to droga do Mbini? Co? Mbini!! hę?! M B I N I!!!! Aaa Mbini to tędy, tamtędy, a potem zapytajcie”.
W końcu udało się, a pomogł nam kierowca jakieś zdezelowanej cieżarówki przewożącej piasek. Pare kilometrów jechaliśmy za nim, a że droga była klasy XYZ, średnia szybkość, z jaką się poruszaliśmy była bliska 10 km/h. Z niedowierzaniem wyprzedzały nas, czasem też trąbiąc, inne samochody, mniej zdezelowane od furgonetki, za która podążaliśmy w naszym nowiuśkim, jeszcze lśniącym jeepie.
Niedzielny ranek, słoneczny, ale nie upalny, właściwa droga do Mbini, a na drodze ruchu prawie wcale. Spokojnie suniemy do przodu podziwiając obrazy przesuwające sie wzdłuż drogi. I nawet przez moment doświadczamy uczucia jak tu pięknie, jak tu czysto, jak ci mieszkańcy mijających wioseczke dbają o swoje domostwa. Domy nawet są ponumerowane (bazgroł olejną farbą gdzieś w okolicy drzwi), co pierwszy raz udaje nam się tutaj zaobserwować.
Droga mija przyjemnie. Na rozgałęzieniach wybieramy zawszę tą drogę, która wygląda na solidnijszą i tak jedziemy przez około 2 godziny. Po drodzę zatrzymujemy się przy rzece, która kaskadami rozlewa się po okolicy. Jak tu ładnie.

A potem juz kolejna miejscowość i dosłowny koniec drogi, bo przecina ją rzeka. Ale jest i prom. Z mapy wiedzieliśmy, że będziemy potrzebować przeprawy promowej. Pytamy sie okolicznych o której jest prom i ile to kosztuje. Jeśli chcemy już przepłynąć to 30.000 FrCfa, a jak poczekamy do 13ej to 3 FrCfa.

Oczywiście, że poczekamy nigdzie nam sie nie spieszy. To tylko 1,5 godziny. W tym czasie zwiedzamy okolice w ciągu całych 15 minut. Zostajemy też pouczeni, że nie powinniśmy sie zbytnio oddalać, bo osoby z promu zobaczą, że jesteśmy niezainteresowani i pójdą sobie do domu. Ale my chcemy zobaczyć Mbimi, więc twardo czekamy. Sergio zdąrzył się zaprzyjażnić z lokalną ludnością, obiecując jedemu koszulkę Sporting Lisbona (Sergia ulubiony klub piłkarski), a drugiemu używany telefon komórkowy.
Zbliża się czas przeprawy. Po drugiej stronie wody nie widzimy żadnego miasteczka, więc pytamy ile czasu będziemy płynąc do Mbini. „Jak to?? Jesteście w Mbimi” po czym natępuje chwila konsternacji, ale jak to, jak?? Po powrocie trzeba będzie przestudiować mapę dokładnej i zobaczyć jak to zrobiliśmy, a na razie pozostało nam przeprawienie się promem i podróż powrotna do Baty. I jak sie okazało prom jest całkowicie darmowy ... ale my musieliśmy (w tym wypadku też chcieliśmy) zapłacić.
Tak, Afryka pewnie zaskoczy nas jeszcze nie jeden raz.

Pierwsze zdjęcie to Bolondo (tam chcieliśmy się przeprawić), a kolejne to Mbini. Zdjęcia zrobione na promie podczas przeprawy.