Wracając z Bata Sergio zakupił nieznany nam owoc. Duży owoc. Po lokalnych konsultacjach okazało się, że jest to jaca, a Sandra (obrigada) skierowała mnie na trop jackfruit :)Za Wikipedią:
Dżakfrut, jackfruit - owoc drzewa bochenkowego (Artocarpus heterophyllus) z rodziny morwowatych, występującego w Azji Południowej i Południowo-wschodniej.
Owoce, nieco podobne do owoców drzewa chlebowego, osiągają do 90 cm długości i 30 kg wagi i tym samym są największymi owocami na świecie, rosnącymi na drzewie. Owoce spożywa się zarówno na surowo, jak i po poddaniu obróbce termicznej. Miąższ jest dość soczysty, ciemno-żółty, odznacza się intensywnym, upajającym zapachem. W kuchni indyjskiej wykorzystuje się również nasiona.
Nazwa "jackfruit", oraz podobne w innych językach europejskich, pochodzą od jego nazwy "ciakka" w języku malajalam. Znaleziska archeologiczne potwierdzają fakt uprawiania drzewa bochenkowego w Indiach już w 6 wieku p.n.e.Nasz dżakfrut okazał się jeszcze "zielony". Nie miał żadnego smaku, ale za to miał właściwości mocno klejące :)))) Joao, który podjął się obróbki owoca, miał całe dłonie obklejone jego kawałkami . Jedynym skutecznym sposobem pozbycia się ich jest olej, woda tylko pogarsza sytuację.
Pocieszeniem jest, że prawdopodobnie za tydzień będziemy na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej, gdzie podobno jest dużo jackfruita :)
Nie wiem jak u Ciebie z odbieraniem maila, wieeec:
OdpowiedzUsuńSTO LAT, STO LAT :)
Wszystkiego dobrego droga Maziu, dużo dużo zdrowia, niech Cię afrykańskie komary omijają z daleka, niech uśmiech nie znika z Twoich ust,a związek z Sergiem niech kwitnie (BTW: pozdrów go proszę). Najlepszego:))
Pozdrowienia z nareszcie słonecznego Elbląga
To pisałam ja, Jarząbek...
OdpowiedzUsuńA właściwie to Kaczuszka ;) Aga znaczy się:))
a ja się doczepiam do życzeń!!
OdpowiedzUsuńJA Jakub :)