Jak się to nazywa nie wiem. Instrukcja spożycia jest następująca - zrywamy z drzewa ewentualnie kupujemy gdzieś ze straganu po drodze, ściskamy oburącz jakbyśmy wyciskali mokre ubrania. Wyjmujemy ze środka nasionka w wielkości fasoli i wyjadamy pokrywający ją biały meszek przypominający watę. Pestkę wypluwamy (do woreczka bo muszę przecież ją zasadzić). W smaku słodkie i mokre :)
(Zdjęcia nr 195-203)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz