wtorek, 28 lipca 2009

Mbam

2009.07.01
Jedziemy z Bata do miejscowosci Mbam. Podroz zajmuje nam okolo 3 godzin.

Nie wiem ile to jest dokladnie kilometrow, wiekszosc drogi i tak przesypiam. Z tego co pamietam, to droga nie jest zla, asfaltowa, co chwila mijamy jakies wioseczki. Pachnie mi tu inaczej. Sergio mowil mi ze Afryka ma swoj specyficzny zapach. Mi sie kojarzy ... z ciasteczkami, cos pomiedzy herbatnikiem a ciastkiem korzennym. Zapach jest taki ciezki, duszny, przesiakniety pylem z czerwnej drogi i zapachem lokalnych ludzi, a oni pachna inaczej niz my.
Wioseczki to kupka domow wzdluz drogi. Za nimi od razu wyrasta dzungla. Domki drewniane, z okiennicami, rzadko oszkolone okna. Mieszkancy siedza przed domem na lawkach, polnagie dzieci wesolo biegaja, bawia sie. Miedzy domostwami widac spacerujace kury, swinki czy kozy i psy. Te ostatnie nie maja tutaj `pieskiego zycia´. Chude, zabiedzone z zapadnietymi brzuchami, czesto okulale, wlacza sie bezpansko. Tylko raz widzialam z okna przejezdzajacego samochodu psa, ktory byl szczesliwy na widok powracajacego wlasciciela. W wiekszych wioskach maja swiatlo w domu albo na zewnatrz, uliczne; mniejsze wioseczki mijane wieczorem sa zupelnie ciemne. Widac tez spacerujacych ludzi z recznikami czy naczyniami, wracaja znad strumienia-okolicznej pralni, lazni czy miesjca gdzie mozna umyc naczynia.

Po drodze mijamy tez rozne patrole-nie udaje mi sie ustalic czy policyjne, wojskowe czy inne. Najwazniejsza rzecz - sa uzbrojeni, wiec trzeba ostroznie do nich podchodzic, ale nasz kierowca jest stad, wiec bez zadnych przeszkod kontynujemy podroz.


Okolo 19ej dojezdzamy na baze. Tu teraz bedziemy mieszkac. Jest juz zupelnie ciemno. W Afryce dzien i noc sa prawie rowne, od 6.30-19ej jest jasno. Nie ma zmroku, naszej polskiej szarowki, gdzie nawet jak slonce zachodzi jeszcze przez chwile jest jasno. Tutaj jakby ktos swiatlo wylaczyl-ciemno/jasno/ciemno.

piosenka dzisiejsza: nic mi nie przychodzi do glowy, bedzie bez piesni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz