niedziela, 28 marca 2010

Dżakfrut - owoc drzewa .... bochenkowego :)

Wracając z Bata Sergio zakupił nieznany nam owoc. Duży owoc. Po lokalnych konsultacjach okazało się, że jest to jaca, a Sandra (obrigada) skierowała mnie na trop jackfruit :)
Za Wikipedią:
Dżakfrut, jackfruit - owoc drzewa bochenkowego (Artocarpus heterophyllus) z rodziny morwowatych, występującego w Azji Południowej i Południowo-wschodniej.
Owoce, nieco podobne do owoców drzewa chlebowego, osiągają do 90 cm długości i 30 kg wagi i tym samym są największymi owocami na świecie, rosnącymi na drzewie. Owoce spożywa się zarówno na surowo, jak i po poddaniu obróbce termicznej. Miąższ jest dość soczysty, ciemno-żółty, odznacza się intensywnym, upajającym zapachem. W kuchni indyjskiej wykorzystuje się również nasiona.
Nazwa "jackfruit", oraz podobne w innych językach europejskich, pochodzą od jego nazwy "ciakka" w języku malajalam. Znaleziska archeologiczne potwierdzają fakt uprawiania drzewa bochenkowego w Indiach już w 6 wieku p.n.e.

Nasz dżakfrut okazał się jeszcze "zielony". Nie miał żadnego smaku, ale za to miał właściwości mocno klejące :)))) Joao, który podjął się obróbki owoca, miał całe dłonie obklejone jego kawałkami . Jedynym skutecznym sposobem pozbycia się ich jest olej, woda tylko pogarsza sytuację.
Pocieszeniem jest, że prawdopodobnie za tydzień będziemy na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej, gdzie podobno jest dużo jackfruita :)

Motylki


 Kolejne kolorowe motyle w rozmiarze afrykańskim :)

piątek, 26 marca 2010

Sergio where are you?

Sergio gdzieś się zapodział w dżungli! Poszedł zapolować na przekąskę na podróż do domu.
Jak się to nazywa nie wiem. Instrukcja spożycia jest następująca - zrywamy z drzewa ewentualnie kupujemy gdzieś ze straganu po drodze, ściskamy oburącz jakbyśmy wyciskali mokre ubrania. Wyjmujemy ze środka nasionka w wielkości fasoli i wyjadamy pokrywający ją biały meszek przypominający watę. Pestkę wypluwamy (do woreczka bo muszę przecież ją zasadzić). W smaku słodkie i mokre :)
(Zdjęcia nr 195-203)

Sergio w naturze

Zdjęcia zrobione w dżungli przez Sergio :) link do galerii (zdjęcia nr 186-194)

środa, 17 marca 2010

Świat moich psów

Uff, chwila spokoju, bo zasnęły :)
Zdjęcia w galerii nr 161-185 link tutaj.

czwartek, 25 lutego 2010

Zdjęcia z samolotu Europa, Afryka

Jestem, choć po długiej przerwie. Miałam ambitny plan urozmaicenia mojego bloga o galerię zdjęć, ale widać to jeszcze nie mój poziom wtajemniczenia w arkana internetu.
Jednak zdjęcia pojawią się, może nie w takiej formie jak sobie wymarzyłam, ale mam nadzieję, że w przyjemności je obejrzycie.
Zapraszam więc do mojej fotograficznej podróży znad Europy i Afryki tutaj (zdjęcia 129-160).

piątek, 22 stycznia 2010

Gringo & Mały

Co wyczyniają nasze psy :)
Jako, że cały dzień śpią, ze względu na wysoką temperaturę, harce zaczynają się wieczorem i trwają do białego rana :)
Dla wszystkich miłośników psów, a zwłaszcza dla Rogerio :)

środa, 20 stycznia 2010

zima we Frankfurcie

Wylatując do Afryki, zima na lotnisku we Frankfurcie nas trochę przytrzymała. Spędziliśmy na płycie lotniska 1,5 h, w czasie której zdołaliśmy obejrzeć bajkę "Załoga G". Przyczyną opóźnień było konieczne odmrożenie każdego samolotu przed wystartowaniem. Pierwszy raz widziałam takie maszyny w użyciu. Co mnie jeszcze bardziej zaskoczyło to, że kierował całą tą maszynerią operator siedzący na wysokości. Fajnie było patrzeć jak wycofuje się samochód ... bez kierowcy za kółkiem :)

I trochę zdjęć z białej okolicy lotniska.

wtorek, 19 stycznia 2010

dieta?!

Od paru dni zaczytuję się kulinarnym blogiem odnalezionym zupełnie przypadkiem w sieci - Kuchnia nad Atlantykiem. Jak pewnie powszechnie wiadomo, kucharzenie nie jest moją mocną stroną, w zupełnym przeciwieństwie do degustacji :) znęcam się nad sobą czytając o tych wszystkich pysznościach, nawet nieśmiała myśli przeleci, że a może by coś takiego zrobić ... i wtedy krótki rzut oka na składniki ... i wszystko jasne ... przekładam to na bliżej nieokreślone później w gdzieś w Europie.

Równocześnie prowadzę nierówną walkę na siłowni ze zbędnymi kilogramami, ale coś rezultaty marne i determinacja spada ... chyba się przeniosę na dietę Garfielda (za w/w blogiem)
*tłumaczenie moje, zastrzeżenia jak najbardziej będą ignorowane :)

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Witam znowu z serca Afryki

Już od 2 tygodni w Afryce. Niestety po burzy z 4 stycznia wszelka internetowa aktywność ustała. Od paru dni mamy informatyka z Portugalii, co dwoi się i troi żeby jakoś naszą sieć do kupy poskładać. Więc korzystam z możliwości i coś napiszę. Aha Skype jeszcze nie funkcjonuje.

Wszystkie zwierzaki przetrwały naszą nieobecność. Gringo był bardziej głodny niż zwykle, ale już nadrobił stracone kilogramy. Mały widziałam, że poluje na małe owady typu koniki polne, więc pewnie nie odczuł naszej nieobecności.

Udało mi się znaleźć plan naszej bazy więc zamieszczam.

A teraz z moimi adnotacjami.
1. na czerwono otoczony to nasz dom
2. czerwony kwadrat to moje biurko w pracy
3. szarym kolorem sieć dróg
4. K - Kantyna
5. S - Siłownia
6. B - Bar
7. M - Magazyn
8. W - Warsztat Sergia
9. Parking przy warsztacie
Ten wielki kwadrat na środku to miejsce, gdzie chłopaki tną drewno, robią małe cementowe formy, czy szkielety z metalu.
Zielony kolor oznacza naszą dżunglę. Niestety nie ma skali ten obrazek. Myślę że z domu do pracy mam około 60 metrów.

piątek, 18 grudnia 2009

W drodze

Święta, świeta. Tylko jakoś nastrój taki nie świąteczny, bo jak tu wczuć się, gdy temperatury za oknem po 30 stopni, na plusie. W Gwieni zaczyna się lato, gdy tu przybyłam kończyła się tutejsza zima.
W Wigilię minie dokładnie pół roku jak wyjechałam z Polski. Minęło jak mrugnięcie powieką. Pół roku wśród obcych mi ludzi, w obcym mi jęzku, na obcym kontynencie. Dałam radę.
Wesołych i spokojnych Świąt dla wszystkich!!!! Do zobaczenia w Polsce.

piątek, 4 grudnia 2009

Koledzy

Pewnego dnia Gringo przyprowadził swojego młodszego kolegę. Młody jest dziki i boi się ludzi. Chowa się po kątach, pod samochodem i zadomowił się pod naszym domkiem.
Jak to szczeniak, jak już mu damy czym żołądek zapełnić, zaczyna psocić i dokuczać Gringo. Na szczęście Gringo też lubi zabawę.
Mam nadzieję, że do naszego wyjazdu uda nam się podtuczyć małego.

Na końcu ulubione pozy Gringo - wpatrywanie się w drzwi. Jak to nie skutkuje to okno obok zostaje zaatakowane - podrapane i poślinione.

środa, 2 grudnia 2009

Wybory prezydenckie

W minioną niedziele odbyły się wybory prezydenckie w Gwinei Równikowej. Czy ktoś wspomniał o tym w polskich Wiadomościach? a może w portugalskich?? Nie sądzę. Ja znalazłam tylko krótki artykuł tutaj.


To były już piąte "wolne wybory" od "uzyskania niepodległości" w 1979 roku. Czym się różniły od poprzednich? Śmiało mogę powiedzieć, że pewnie nie, choć jeszcze rok temu nie bardzo wiedziałam, że istnieje i gdzie leży Gwinea Równikowa. A nie, jest jeden drobny szczegół - procent głosów, ale zapewne nie będzie on niższy niż 95%. Oficjalne ogłoszenie wyników w 7 grudnia.

Wybory prezydenckie Miejsce Procent głosów Liczba głosów Uwagi
Referendum 1982 1 95,38% 139 777 jedyny kandydat w referendum konstytucyjnym
Wybory 1989 1 99,96%
jedyny kandydat w wyborach prezydenckich
Wybory 1996 1 97,85%
bojkot opozycji
Wybory 2002 1 97,1%
bojkot opozycji

Źródło: Wkikipedia http://pl.wikipedia.org/wiki/Teodoro_Obiang_Nguema_Mbasogo

Kto więc zatem wygrał wybory? Miłościwie nam panujący Teodoro Obiang Nguema Mbasogo. No cóż ... Zainteresowanych wyżej wymienionych odsyłam tutaj do zapoznania się z jego barwnym, głownie naznaczonym czerwonym kolorem, życiem.

Chciałabym skorzystać z okazji i podzielić się z Wami z tego co tu zaobserwowałam w ciągu kampanii wyborczej i samego dnia wyborów.

Że odbędą się w kraju wybory trudno było nie zauważyć nawet naszym podwórku. Miesiąc temu, w dzień wypłaty, wszyscy zostali zebrani do kupy i pouczeni odnośnie zbliżającego się dnia wyborów. Zwłaszcza, że podczas ostatniej elekcji, zdarzyło się, że ktoś nie głosował tak jak należy. Nie odbyło się przy tym bez krzyków, chóralnych przytakiwań i innych objawów radości. Potem kilka krotnie nasi pracownicy musieli być zawiezieni do pobliskich miejscowości na różne wiece przedwyborcze. Dla większej pewności i świadomości elektoratu, wiece też "przyszły" do nas na bazę. Przyjechało paru oficjeli, zebrali wszystkich (około 100), ustawili w dwuszeregu i zaczęli przemawiać, rozdawać koszulki i inne gadżety (które też dostałam, sfotografuje i zamieszczę, obiecuję) Nie muszę oczywiście nadmieniać, że to odbywało się w godzinach pracy i raczej było zaskoczeniem dla samego pracodawcy. Parę razy też się zdarzało, że zajechały do nas na patio samochody z piskiem opon, migające jak lampki na choince (taka moda, żeby jeździć na światłach ostrzegawczych), trąbiące wniebogłosy, z tłumem ludzi pędzących za nimi ... i zbierających rozrzucane rzeczy, takie jak koszulki z wizerunkiem tego jedynego, materiał na sukienkę dla żony - z wizerunkiem tego jedynego, znaczki i inne niezidentyfikowane przedmioty.

Załatwienie jakieś sprawy w urzędzie w okresie kampanii jest niemożliwe, wszyscy są zaangażowani. Pod koniec października nasze paszporty pojechały do Baty, żeby dostać wizy na wyjazd grudniowy ... do dnia dzisiejszego nie powróciły ... wybory.

Kolega przyjechał do Gwienii pod koniec września, czeka na kartę rezydenta, bez której nie może się nigdzie ruszyć, jeszcze się nie doczekał ... wybory.

Z relacji Pedro, co tydzień przed dniem 0 był w Bacie, dowiedziałam się, że jednego dnia pojawiły się plakaty opozycji w nawiązujące do wolnych wyborów - dzień później były one zrywane przez dzieci w asyście milicji. Niestety zdjęć nie posiadam, a zrobienie pewnie groziłoby nielichymi konsekwencjami...

Z pobliskiej wioski Mbam, już w piątek przed wyborami, zostali aresztowani niewygodni obywatele...

Nadszedł weekend wyborczy. Akurat ten weekend nie musieliśmy pracować, zwykle ostatni weekend w miesiącu mamy wolny i można pojechać do cywilizacji ... No ale nie tym razem.

Pracować, nie pracowaliśmy - bo nie można było (przeddzień wyborów), pojechać do Baty nie mogliśmy - przeddzień wyborów, pojechać gdziekolwiek nie mogliśmy - bo dzień przed wyborami, w dniu i dzień po obowiązywał zakaz poruszania się środkami zmechanizowanymi, pracowania i pewnie jeszcze parę innych.

......

Z ostatniej chwili... wyczytałam na oficjalnej stronie Gwinei Równikowej, tutaj link że prezydent zdobył 95,2%. Tylko??

CDN

czwartek, 26 listopada 2009

Gringo

Oto Gringo.
Wiek: parę miesięcy.
Cechy szczególne: cały czas chce się bawić i .... jeść!!! hihi



wtorek, 24 listopada 2009

Motylki

Właśnie sobie uświadomiłam, że już prawie 4 tygodnie siedzę na bazie i nie ruszam się stąd, dobrowolne więzienie. Wpływa to znacząco na moją blogową twórczość, bo żadne świeże myśli do głowy nie wpadają. Na szczęście inne osobniki czasami nawiedzają moją przestrzeń życiową tutaj i mogę się z Wami tym podzielić.

czwartek, 5 listopada 2009

Z rana, jak codziennie zresztą, przemierzam sobie spokojnie dystans 50 m dzielący mój dom od mojego biurka i ... ale wkoło jest ... pusto?! gdzie są ludzie, gdzie są robotnicy. Nie mówię więc po raz setny "ola, buenas dias, bom dia" - dzien dobry to tylko do siebie, pod nosem. Nie macham na powitanie reką na powitanie wszystkich wkoło, z którymi wprost nie mogę porozmawiać. W biurze też nie ma prawie nikogo. Co się dzieje?!

W grudniu odbędą się wybory prezydenckie, więc jesteśmy w gorącym okresie kampanii wyborczej - kogo?! jedynego i słusznego prezydenta. W ramach spotkania z wyborcami prezydent podróżuje po kraju, a dzisiaj odwiedza pobliski Evinayong. Z tej okazji wszyscy nasi pracownicy (około 300) muszą być dowiezieni naszymi (firmowymi) samochodami na spotkanie z wybrańcem. Muszą tam być, żeby nie powtórzyła się sytuacja z poprzednich wyborów - 7 osób stąd nie głosowało na miłościwie nam panującego (tfu! karygodne, jak mogli tak postapić). Już w zeszły piątek, podczas rozdawania wypłaty, zostali upomnieni przez lokalną władzę, że taki wybryk nie może się powtórzyć.

Mnie też kampania nie pominęła. Parę tygodni wcześniej musiałam odwiedzić komisariat policji w Evinayong. Nie tylko ja, my wszyscy obcokrajowcy poddani zostalismy spisowi powszechnemu - kolejna kartoteka: zdjęcie, imiona rodziców, stan cywilny oraz bardzo pupularny tutaj odcisk palca no i najważniejsze ... kasa!!!. Za każdego z nas firma musiała zapłacić 25.000 Fr CFA (~36€).

A tak wygląda miłościwie nam panujący. Zdjęcia jego można spotkać wszędzie dookoła - sklepy, biura, hotele, nawet tutaj, sprzed wejścia do biura spogląda na nas.

poniedziałek, 2 listopada 2009

ten od Adama, Ewy i jabłka

Wracając w sobotę z zakupów w Bata, ten oto gad przebiegł nam przez drogę.

Nocą w Gwinei panują egipskie ciemności, więc zdjęcia nie są najlepszej jakości. Zwlaszcza, że nie było chętnego na wyjście z samochodu i zrobienie zdjęć z bliska.
Nocą na drodze można spotkać mnóstwo zwierząt; wychodzą na ciepły piasek albo niektórym farciarzom udaje sie znaleźć luksusowo ciepły asfalt).